Gdy Ci smutno, gdy Ci źle, weź dzieciaka… Przytul się.

Written by Published in Bez kategorii

Są takie dni, kiedy wszystko aż krzyczy. Krzyczy, że jest źle. Rozlana kawa rano, nie to ciśnienie, nie tyle słońca ile byśmy chcieli. Korki. Brak miejsca w tramwaju. Brak zrozumienia. Za mało empatii.  Podminowanie dosłownie rośnie od momentu, w którym otworzyliśmy oko rano. Tylko czeka, aż znajdzie swoje ujście. To może być przypadkowa osoba, Pani w sklepie, Pan w tym cholernym, zatłoczonym tramwaju. Wreszcie ktoś w pracy. Bo był pod ręką. A jak się nie uda w ciągu dnia, to przecież mogę się wyładować na kimś w domu. Kocha to zrozumie, nie? Są jednak zawody, które nie tylko niwelują ten zwyczajny wkurw, ale wręcz go… uśmierzają. Niczym najlepsza przeciwbólowa tabletka. Trochę jak ketonal, w swojej największej dawce. I tak, jestem więcej niż pewna, że zawód Niani do takich należy.

Nie wiem, może jestem odosobniona. Może tylko ja tak mam…. ale mam. Takie dni, miewam ostatnio często, dosłownie jakby od jakiegoś czasu zbierały się nade mną czarne chmury. Jeszcze kilka lat temu obsługiwanie takiej ilości rodzin było jedynie snem. Iluzją, niemożliwą do osiągnięcia. A jednak, udało się. Tylko co  z tego, skoro nie mam tylu Niań, żeby wszystkie te rodziny uszczęśliwić? trochę walę głową w mur, od kilku dobrych miesięcy. I powiem Wam, że jest źle. Bo nie wiem już jak mam przekonywać dziewczyny do tego, że warto z nami być. Że warto być w tej naszej Nianiowej rodzinie, jak same często nas nazywacie. Ostatni tydzień to już jazda bez trzymanki. 50-60 telefonów każdego dnia, walka, walka, walka. I właśnie wtedy, kiedy czuję, że już nie mogę, że dosłownie za chwilę zabraknie mi tchu… wiecie co robię? biorę telefon, dzwonię do przyjaciółki i mówię ” daj mi dzieciaki. Już”

Jadąc po nie wciąż czuję się źle, a potem kiedy odbieram je z przedszkola, kiedy biegną do mnie w tym swoim dzikim pędzie ku niczym nieuargumentowanej radości, wszystko pęka. Tama puszcza. Mięśnie się rozluźniają, ciśnienie skacze, serce wali z całej siły. Ja nazywam to od lat dziecięcym hajem. Wpuszczam ich zapach w nozdrza i już wiem, że nic, ale to nic nie zepsuje mi kolejnych godzin. Bo nic poza nimi nie istnieje. Zostaje zalana falą problemów wielkiej rangi – chciałem tego zielonego loda, nie czerwonego. Ten klocek nie pasuje do tego. Zgubiłem koło od ciężarówki. Tost miał być z serem, nie z szynką i serem. To wtedy, właśnie w tych chwilach dosłownie rządzisz światem, nie ? nie tylko jesteś rozwiązaniem wszystkich ich problemów. Bohaterem w swojej codziennej pelerynie. Jesteś przede wszystkim jak gniazdko, które ładuje ich poczucie własnej wartości. Drogowskazem, który pokazuje im którędy iść i jak, żeby się nie przewrócić. A nawet, jeśli się przewróci to Ty jesteś od tego, że powiedzieć, że to ok. Nic się nie stało. To jest życie, tu trzeba się przewracać bez przerwy.

Całą trójkę wkładam do wanny, najmniejszy, Hugo za moment kończy rok. Ale cała trójka bawi się w najlepsze. Łazienka zalana. Ja zalana. Ale czy to ważne? ten makijaż w ogóle ma jakąś wartość? po co mi on przy nich ? Potem wycieranie, mycie zębów, piżamy. Dwójkę wysyłam na dół a ja usypiam najmłodszego. Wtulony we mnie, z rączką wplątaną w moje włosy patrzy na mnie, jak na najpiękniejszą rzecz na świecie. Bo właśnie  w tym momencie jesteś dla tego dziecka wszystkim. Ściąga butelkę a ja czuję, jak jego oddech spowalnia. Oczka robią się coraz mniejsze. Mocniej się wtula. A ja zamykam oczy i dosłownie odpływam. Zobacz Asia, mówię do siebie. To jest szczęście. Spokój. Harmonia. Te momenty, za które dałabym się pociąć. Całuję, tulę, odkładam do łóżeczka. Nastawiam nianię i idę ogarnąć resztę. Kładziemy się do łóżka, jeden wtulony z prawej, drugi z lewej. Czytam. Sypią się pytania, Ciociu naprawdę? przeczytaj to jeszcze raz! więc czytam. 19283348 raz. A ich wciąż tak samo to bawi. Chichoczemy jak głupki, czuję że i ich oddechy robią się spokojniejsze. Jeszcze moment, jeszcze dwa i… cisza. Śpią.

Schodzę na dół, już na schodach czuję, że mam miękkie kolana. Że moje serce i ciało zalewa ciepło, nieporównywalne, do tego z ogniska, czy kominka. Do tego, które pochodzi od słońca. To takie ciepło, tam w środku, podobne do tego, które czujesz kiedy się zakochujesz. A jednak inne. Mówię Wam, dziecięcy haj.

Siadam na tarasie z kubkiem herbaty w ręku i myślę sobie- nie ma, no kuźwa nie ma piękniejszego zawodu. Nie pamiętam już, że rano bolało. Że zalałam się łzami wkurwienia i bezsilności. Bo nikt, nikt nie przypomni Ci tak, jak dziecko, że problemy to tylko problemy. Życie jest tu -w tych uśmiechach, buźkach, złości, histerii, niezadowoleniu, głupawce, krzykach i wrzaskach. Kłótniach i bijatykach.

Idę na górę, sprawdzam czy cała trójka śpi. Ostatni raz wącham główkę Hugo, ostatni raz całuje.

I dziękuję. Dziękuję za to, że mamy dzieci na tym świecie. Bo  dzięki nim żyję, funkcjonuję i mam nadzieję, każdego jednego dnia, że wszystkie Nianie, które do mnie trafiają mają dokładnie tak samo.

Jest słabo dziewczyny, ale mam Was. A Wy oraz wasze osiągnięcia, to co nasi klienci mówią o Waszej pracy i tym samym o naszej, daje mi siłę do tego żeby rano wstać. Uśmiechnąć się. Walczyć dalej.

A jak jest źle? no cóż, weź dzieciaka, przytul się !

Joanna Jakubiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *