Druga Szansa

Written by Published in Bez kategorii

Przez całą noc nie mogłam spokojnie zasnąć. Obudziłam się rano z toną piasku pod
powiekami, niewsypana i wciąż wkurzona wydarzeniami z ostatniej nocy. Dobry
zarobek nie poprawiał mi humoru. No, trudno, trzeba zapomnieć, iść dalej i unikać
takich rodzin. Albo wcześniej robić dokładniejszy wywiad w kwestii poprzedniej
niani.
Oboje z Piotrkiem mamy dziś wolny dzień, w ramach odstresowania jedziemy więc na
wycieczkę rowerową, a mi niemal nie zamyka się buzia – cały czas opowiadam o
wydarzeniach z pracy. Mój monolog przerywa w pewnym momencie dzwonek
telefonu. To Mia. Czego może ode mnie chcieć? Pewnie dzieci się poskarżyły, że nie
pozwoliłam im dokończyć bajki albo wymyśliły coś jeszcze. Gonitwa tysiąca i jednej
myśli w mojej głowie, w końcu jednak odbieram.
 Cześć Asiu, tu Mia, chciałabym porozmawiać o wczorajszym wieczorze. Czy
mogłybyśmy się spotkać? Możesz do nas podjechać?
Ma bardzo miły głos, wręcz za miły, węszę spisek. A więc poskarżyły się, a teraz
zbiorę ochrzan , tylko, czy ja muszę tego słuchać? Przecież nie mam z nimi nic wspólnego. Ale to cała ja – choć nie muszę i tak postawię stopę tam, gdzie nikt nie
chce stanąć. Umawiam się, że podjedziemy do niej w ciągu pół godziny. To i tak po
drodze.
– To Piotrek, mój narzeczony – przedstawiam go Mii, gdy docieramy na miejsce.
Żadne z dzieci nie przychodzi się przywitać, choć na pewno nas już zauważyli.
– Asia, po pierwsze chciałabym ci bardzo podziękować za wczoraj, dzieci są
zachwycone! Dziś rano, przy śniadaniu buzia im się nie zamykała , cały czas
opowiadały, jaka jesteś fajna, a mała już narysowała ci kilka obrazków.

Cisza. Patrzę na zmianę nią i na Piotrka, zastanawiając się, czy słuch płata mi figle.
Czy ona naprawdę to powiedziała? Dzieci są zachwycone? Ale czyje dzieci? Bo
chyba nie ta dwójka chłopców? A może ktoś je podmienił w nocy?
-Nie wiem, co mam powiedzieć, ale to raczej dziwne. Nie chciałam ci wczoraj
nic mówić, ale sytuacja trochę się wymknęła spod kontroli i mówiąc krótko chłopcy
bardzo źle się w stosunku do mnie zachowali.
Streszczam jej przebieg wczorajszej nocy. Mia słucha mnie w skupieniu.
– Asiu, dlaczego nic wczoraj nie powiedziałaś? Przeciez inaczej bym
poprowadziła z nimi rozmowę rano.
– Bo byłaś w świetnym nastroju po imprezie i nie było sensu cię martwić. Poza
tym założyłam, że więcej się pewnie nie zobaczymy, więc po co w ogóle poruszać tę
kwestię?
– Czy to znaczy, że nie chcesz już z nimi zostawać?
-A one chcą, żebym ja z nimi została? Ciężko zaliczyć nasze spotkanie do
udanych. Mała była słodka i kochana, ale zachowania chłopców nie jestem w stanie
zaakceptować.
– Asia, ja wezwałam cię tu dzisiaj, bo chciałam ci zaproponować stałą
współpracę, to znaczy chciałam żebyś była naszą nianią na pełen etat… Ale w tej
sytuacji…
– Co to znaczy na cały etat? Ja studiuję, i to dziennie , zresztą dzieci przecież
chodzą do szkoły prawda?
-Tak, ale myślałam o odbieraniu ich ze szkoły. I o dyspozycyjności, kiedy będę potrzebowała gdzieś wyjść. Rano ja ich zawożę, w zasadzie będę ich też zazwyczaj odbierać, to byłyby skrajne przypadki. Normą zaś byłaby praca tak jak wczoraj od osiemnastej do drugiej-trzeciej w nocy. No i w weekendy, jeśli np. chciałabym gdzieś wyjechać… Myślałam o stałej pensji.

Chyba właśnie złożono mi ofertę pracy, i to na podstawie zachwytu dzieci, które
spędziły kilka godzin na próbach pokazania mi swojego miejsca. Albo więc zrobili to,
żeby mnie wykończyć, albo zaimponowałam im stanowczością. Osobiście skłaniałam
się ku pierwszej wersji.
-Skoro sama poruszyłaś tę kwestię, co się stało z poprzednią nianią?
-Powiedzmy, że nie dogadała się z chłopcami… Asia, posłuchaj będę z tobą
szczera. Oni potrafią być wredni w stosunku do obcych ludzi i ja to wiem, ale
przechodzimy teraz bardzo trudny okres, niedawno rozwiodłam się z ich tatą, który
pracuje na co dzień za granicą, więc rzadko ich widuje. Bardzo za nim tęsknią,
zwłaszcza Shayne, i nie potrafią się odnaleźć w tej sytuacji. Wykręcili wiele świństw
poprzedniej niani i odeszła, ale ani on, ani żadna poprzednia nie położyła ich spać
przy pierwszym podejściu. Normą była sytuacja, w której wracałam w środku nocy, a
cała trójka bawiła się w najlepsze. Bardzo mi tym zaimponowałaś, bo to oznacza, że
masz swoje sposoby i potrafisz być stanowcza. To są naprawdę cudowne dzieci,
uwierz mi, po prostu brakuje im dyscypliny – kończy i wyciąga papierosa z
opakowania.

Myślę jak to ułożyć w słowa, jak to powiedzieć, żeby nie czuła się urażona.
Naprawdę ją polubiłam.
-Mia, posłuchaj… ja nie mogę się na to zgodzić. Oni nawet mnie nie przeprosili
za swoje zachowanie. Nie mam siły na taką wojnę każdego dnia. Mogę ci polecić
kogoś, ale…
– Dwa i pół tysiąca na rękę za 4 dni pracy w tygodniu po osiem godzin. Opieka
plus drobne porządki, a raczej utrzymywanie czystości. I służbowy samochód. Tyle
mogę ci w tej chwili zaoferować – przerywa mi w połowie zdania. Wypuszcza dym z
ust i obserwuje moją reakcję.

Dwa i pół tysiąca? Czy ja dobrze usłyszałam? Jak to dwa i pół tysiąca? Obecnie
zarabiam tysiąc sześćset złotych, pracując po dwanaście godzin dziennie.
Natychmiast obliczam, jakie by mi to dało możliwości, w końcu moglibyśmy coś
wynająć, wyprowadzić się od rodziców, zacząć żyć na własny rachunek.
Moje przemyślenia przerywa tupot małych stópek na posadzce, do kuchni niczym
pocisk wpada Helen. Rozlega się radosne „Asiaaaa” i mała wpada mi w ramiona.
– Cześć, szkoda, że cię nie było, jak się obudziłam – mówi, obejmując mnie za
szyję.
Jestem tak zaskoczona tą nieoczekiwaną manifestacją uczuć, że nie wiem, co
powiedzieć. Zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest zaaranżowane po to, żebym
zgodziła się przyjąć pracę.
-Ciebie też miło widzieć, moja malutka – daję jej soczystego całusa w policzek.
Naprawdę jest słodka.
Mia gasi papierosa i dokładnie w tym samym momencie do kuchni wbiega Shayne,
mijając mnie rzuca szybkie „Hi” i podekscytowany mówi do mamy:
– Mamo nie uwierzysz, chłopak Asi jest piłkarzem, wiesz? Gra w piłkę! W
drużynie! Powiedział, że nas nauczy jak będziemy chcieli, ale czad, co nie? – mówi na
jednym wdechu.
– Naprawdę? No to świetnie, idź się zapytaj w takim razie czy Piotrek się czegoś
nie napije – odpowiada mu Mia.
Odstawiam Helen na podłogę , pędzi za bratem. A więc jest coś, co imponuje
chłopcom , w myślach przybijam Piotrkowi piątkę. Dobra robota.
– Dobrze, zgadzam się. Na wszystko, co powiedziałaś, tylko auto możesz sobie
darować, bo nie mam prawa jazdy – mówię do niej niesiona rodzinną atmosferą,
którą przed chwilą poczułam. Nagle uwierzyłam, że to naprawdę jest możliwe, moje
dogadanie się z nimi… wszystko. – Ale mam jeden warunek Mia. Jeśli mam je
zdyscyplinować i cokolwiek od nich egzekwować, to musisz dać mi wolną rękę w
kwestii kar i nagród. Mówiąc proście, musisz pozwolić mi zakazywać im czegoś od
czasu do czasu, bo to co uderzyło mnie wczoraj, to całkowity brak zasad i rutyny. I
mówiąc szczerze – to jest zapewne głównym problemem.

Siadamy obydwie naprzeciw siebie przy stole, w międzyczasie Shayne przebiega przez
kuchnię, wyjmując z lodówki colę i znikając równie szybko.
– Dlatego po pierwsze: żadnego jedzenia przy telewizorze. Są rodzeństwem i
powinni celebrować wspólne posiłki, wiedzieć że to jest czas na rozmowę, wymianę
myśli, no chyba nie muszę ci tego tłumaczyć. Domyślam się jak doszło do tego, że jest
jak jest, ale nie ma mowy aby to dzieci mówiły nam co mamy robić. Po drugie, chcę
wprowadzić stałą porę chodzenia spać. Powiedzieli mi wczoraj, że wolno im czytać w
łóżku, do której chcą – słysząc to, Mia kręci przecząco głową – Ok, rozumiem, czyli
mnie oszukali – śmiejemy się obydwie. – Jeśli dasz mi wolną rękę w kwestiach
ustalenia nowych zasad, i będziesz je ze mną wdrażać, zostanę z wami tak długo, jak
będziecie mnie potrzebować.
– Super, zgadzam się. Masz moje słowo i tak już za długo im na to wszystko
pozwalałam – mówi Mia i wstaje, żeby mnie uściskać. Podajemy sobie ręce na znak
przypieczętowania naszej umowy.
Idziemy przez salon do ogrod, gdzie mój chłopak w najlepsze bawi się z całą trójką,
biegając z piłką. Czuję lekkie ukłucie zazdrości, że chłopcy już go uwielbiają i śmieją
się razem w głos. No nic, przyjdzie i moja kolej.
– Dzieci, chodźcie na chwilę. Od dziś Asia jest waszą nową nianią, macie się jej
słuchać i robić to, o co was poprosi. Wiem już, co wczoraj zrobiliście w związku z tym
macie obydwaj szlaban na komputer na dwa tygodnie – z ust chłopaków wydobywa
się głośne „no nieeee”. – Tak, właśnie tak, to było niedopuszczalne zachowanie i
dobrze wiecie, że tego nie pochwalam. Nie wolno wam tak robić. Zrozumieliście?
Odpowiada tylko Helen, której cała sytuacja zresztą nie dotyczy. Piotrek patrzy w
moją stronę zdumiony, chyba nie wierząc, że przyjęłam tę pracę. Chłopcy zaś aż
gotują się z wściekłości w związku ze szlabanem.
W końcu Shayne podchodzi do mnie i z całej siły kopie mnie w nogę trafiając w
piszczel i krzycząc „Jesteś głupia!”. Mia traci kontrolę i szarpie go za rękę,
odciągając go ode mnie w chwili, w której klękam, żeby przetrwać pierwszą falę bólu.
Słyszę jeszcze jej krzyki, kiedy wchodzi z nim do domu, Mickey patrzy na mnie
zdziwiony zachowaniem brata. Widzę, że jest mu przykro.

– Niezły jest, co? – mówi Piotrek śmiejąc się z całej sytuacji.
– Tak, nawet bardzo – odpowiadam.
Brawo, Asia, naprawdę szacun. Na pewno łatwo je zdyscyplinujesz, bułka z masłem.
Zobacz, jak ich mamie świetnie idzie. Jeśli takie zachowania to norma, to najdalej za
dwa tygodnie będę wyglądać, jak ofiara przemocy domowej. Do wczorajszego guza
na czole dochodzi dzisiejszy na nodze, a jeszcze stąd nie wyszłam.
– Idziemy? – pyta Piotrek. – Nie brzmi to najlepiej – ma na myśli odgłosy histerii,
która musiała opanować Shayna po wejściu z mamą na górę.
-Zdecydowanie idziemy, coś mi mówi, że i tak spędzę tu wystarczająco dużo
czasu.

Joanna Jakubiak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *